samotne stadne
2010/2011. Nie bywałam tutaj. Pochłonięta życiem zanurzyłam stopy w wartkim jego nurcie … a ono poniosło mnie w nieznane. Dziś stęskniłam się za tym miejscem, krainą cichych myśli… Cicho wracam.
Było. Zmieniłam wszystko, prócz przyjaciół.
Wynik. Towarzyszył mi strach, niepewność, brak bezpieczeństwa i wielka nadzieja, rozgrzewająca siłę woli do walki o kolejny dzień. Radość z wygranej. Zyskałam więcej niż postawiłam na szali. Jedno wiem na pewno, bajkowych zwycięzców nie ma, wszystko ma przypiętą metkę opatrzoną jakąś ceną. Jednak poczucie porażki nie jest warte poświęcenia marzeń. Warto żyć. Popełniać błędy także.
Jestem. Szczęśliwa, czasem bardzo. W drodze. Stopy układają się do dalszej podróży. Bez aparatu, na razie.
Wisławy Szymborskiej Portret kobiecy
(zdj. z sieci)
Musi być do wyboru.
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspersa i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

Komentowanie nie jest możliwe